Co zrobić, gdy pracownik staje się konkurencją?

Powodem, dla którego część salonów unika zatrudniania nowych, młodych pracowników jest obawa przed „wykształceniem” sobie konkurencji. Od kiedy możliwość otrzymania dotacji praktycznie zlikwidowała problem finansowy, z którym musiały borykać się młode kosmetyczki, powstaje coraz więcej salonów, których właścicielami są osoby z doświadczeniem zawodowym krótszym niż rok. Właściciele dobrze prosperujących gabinetów coraz częściej więc rezygnują z zatrudniania dodatkowego personelu, który po krótkim okresie pracy w salonie może postawić na swój własny biznes – i co najgorsze – podebrać byłemu pracodawcy część klientek. Jak zapobiegać temu problemowi?

Kwestia przyzwyczajenia

Popularną sytuacją w polskich salonach jest ta, w której klientka przychodzi do konkretnej kosmetyczki lub fryzjerki. Niektóre klientki wprost mówią, że „…mają zaufanie tylko do pani Kasi, z którą rozumieją się bez słów”. Trudno polemizować w takiej sytuacji z zadowoloną klientką, która prosi o – w jej mniemaniu – drobną uprzejmość. Wiele salonów w ogóle nie zwraca na ten problem uwagi. Do czasu, aż pani Kasia otworzy swój salon, albo przejdzie do konkurencji, zabierając ze sobą 30% naszych klientek. Od samego początku istnienia salonu warto więc przybrać taktykę ustawiania grafika w taki sposób, aby każda ze stałych klientek była obsługiwana przez różne kosmetyczki czy fryzjerki. W razie jakichkolwiek obiekcji ze strony klientki możemy posłużyć się dodatkowym argumentem w postaci atrakcyjnego rabatu na usługę. Zapewniamy również klientkę, że w razie niezadowolenia przysługuje jej prawo do reklamacji usługi. Jeśli w swoim salonie zatrudniamy zgrany i kompetentny personel, klientka szybko przekona się, że nie robi jej różnicy, czy czesze ją pani Kasia, czy inna pracownica. Jeśli więc w którymś momencie z jakiegokolwiek powodu zmieni się część składu, klientki nie zareagują na to odejściem do nowo powstałej konkurencji.

Dostęp do danych

Bezpośredni kontakt kosmetyczki z klientką to nie jedyna sytuacja, w której potencjalnie może nastąpić przejęcie klientki. Bardzo łakomym łupem, zawierającym masę cennych informacji są oczywiście karty klienta, czy informacje gromadzone o klientkach w specjalnym systemie na firmowym komputerze. Wystarczy sobie wyobrazić co by było, gdyby te dane dostały się w ręce jednej z pracownic, która po jakimś czasie postanowiłaby otworzyć własny salon… Miałaby w zasadzie pełną bazę wiedzy o klienteli salonu, zdobywanej przez całe lata – numery telefonów, daty urodzin, informacje o ulubionych zabiegach… Dla salonu, z którego wyciekły te dane mogłoby to oznaczać katastrofę. Jeśli więc gromadzimy dane o naszych klientkach (a przecież większość salonów tak robi), dostęp do tej bazy powinien być ograniczony. Idealną sytuacją byłaby ta, w której to managerka lub recepcjonistka zajmuje się obsługą bazy i jest odpowiedzialna za jej bezpieczeństwo. Taka sytuacja jednak nie zawsze jest możliwa. Warto wówczas rozejrzeć się za sposobami zabezpieczenia takiej bazy danych poprzez specjalne oprogramowanie ograniczające możliwość zgrywania danych z komputera przy pomocy urządzeń zewnętrznych. W przypadku podłączenia komputera do Internetu warto również blokować możliwość korzystania z prywatnego maila. Dostęp do bazy powinien mieć najbardziej zaufany pracownik, o najdłuższym stażu – to minimalizuje ryzyko wyniesienia danych poza firmę.

Rola zaufania

Statystyki dotyczące wykradania danych z firmy pokazują wyraźnie, że najczęściej do takich zachowań dochodzi ze strony pracowników, którzy rozstają się z firmą w nieprzyjemnych okolicznościach. Jasne jest więc, że jeśli traktujemy fair naszych pracowników, jest duża szansa, że i oni będą tak traktować nas. Dlatego warto dbać o odpowiednią atmosferę w pracy i doceniać wkład personelu w sprawne funkcjonowanie salonu. Bezpieczeństwo danych klientów jest jednak zbyt ważne, by jedyną ochroną dla nich było pielęgnowanie dobrych relacji z pracownikami. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla salonu.

2 myśli nt. „Co zrobić, gdy pracownik staje się konkurencją?

  1. Od dłuższego czasu jestem nękana “kuszącymi” sms-ami od jednej z pracownic salonu kosmetycznego, która zajmowała się m.in. zakładaniem sztucznych rzęs. Dziewczyna przestała pracować w salonie, ale dalej zachęca mnie smsowo do skorzystania z usługi zakładania rzęs w promocyjnych cenach. Oczywiście zabieg miałby się odbyć albo u niej albo u mnie w domu. I tak właśnie stała się konkurentką dla salonu w którym pracowała i mnie poznała.

  2. Pracownik staje się konkurencją – kiedy nie jest doceniany. Jeśli w salonie nie panuje koleżeńska atmosfera współpracy, a rożróżnianie na młodych/starych (stażem) to dochodzi do niesnasek. Przykładem jest salon fryzjerski w moim rodzinnym mieście, gdzie odeszły nagle 4 fryzjerki i jest problem. Ponieważ zabrały klientów, a właściciel oczekuje, że z dnia na dzień zgłoszą się chętni do pracy z ogromnym doświadczeniem. A na rynku są braki. Skoro każdy marzy o już doświadczonym fryzjerze, to młodym utrudnia się dostęp do pracy, więc zakładają swoje salony – co oznacza, że etatowych doświadczonych fryzjerów jest niewielu ( macierzyńskie, wychowawcze itp.) – sami właściciele salonów robią sobie KUKU, że nie inwestują w rozwój młodych (stażem) fryzjerów – nie czynią z nich po przez szkolenia i merytoryczną opiekę – po pierwsze profesjonalistami, a po drugie …lojalnymi pracownikami. Dlatego jeśli widzę ogłoszenia, że salon szuka fryzjerów ( i jest to salon już istniejący jakiś czas) odnoszę wrażenie, że tam się dobrze nie dzieje.SKoro ludzie nie chcą tam pracować, lub praktykanci nie są zatrudniani ( bo byli jedynie niewolnikami na okres praktyk).Więcej szacunku do pracownika, więcej szacunku do tego zawodu.

Dodaj komentarz